3 stycznia 2017

Sylwestrowa historia

Przede wszystkim chcę życzyć wam i waszym pupilom na Nowy Rok dużo zdrowia, samych sukcesów wychowawczych oraz w szkoleniu, a także dużo radości i miłości.

A teraz przejdziemy do mniej przyjemnej sprawy, jak się pewnie domyślacie związanej z petardami.


W tym roku wszyscy oszaleli na punkcie wybuchowych zabawek. Hałas dochodzący zewsząd zaczął się pojawiać już z początkiem grudnia a w noc sylwestrową nie było końca wystrzałom i rozbłyskom. Mam psa po przejściach, lękliwego dość. Przez lata dobrze radziliśmy sobie z paniką, niestety na starość lękowe zachowania troszkę się pogłębiły. Mimo wszystko było dobrze, ale do czasu. Przed północą wyszliśmy wszyscy łącznie z psem na balkon.

Szampan w jednej dłoni, w drugiej zegarek z oczekiwaniem, Spajk przeżywał to fajerwerkowe szaleństwo znośnie. Myślałam, że skoro tak bardzo boi się wystrzałów na dworze, na balkonie będzie podobnie, a on potraktował balkon jak część domu. I choć był mniej pewny swego bezpieczeństwa do  pewnego momentu było dobrze. Do momentu, w którym jakże zacny nasz sąsiad (właściciel psa z resztą…) nie rzucił petardą z balkonu. Jak nie huknęło! Ja mam słuch bardzo dobry i naprawdę nie wyobrażam sobie co musi przeżywać wówczas pies skoro mnie podczas huku wzdrygnęło aż szampan został wylany… Czy ludzie nie myślą, że w bloku mieszkają osoby starsze, schorowane, małe dzieci oraz zwierzęta? Jaki egoizm przemawia przez takich delikwentów? Jeżeli już bardzo chciał sobie postrzelać to mógł jak wszyscy inni wyjść dalej od bloków, ale przecież po co ruszać szanowny tyłek z domu…

Psy mają kilkukrotnie lepszy słuch od ludzi, skoro mnie wzdrygnęło i w uszach trzasnęło jak to musi boleć psa?  Jak mocno muszą boleć naszych ulubieńców uszy i głowa podczas ludzkich sylwestrowych zabaw?
Po tym zdarzeniu już nic nie było takie samo. Pies zaczął się trząść, wzdychać, panicznie się bać. Najgorsze jest to, że na jednym takim wybryku się nie skończyło. Mój pies w domu nie ma większego problemu z fajerwerkami, a co z psiakami czy innymi pupilami, które bardzo boją się wystrzałów? Co z tymi czworonogami, które wymagają leków uspokajających? Bezmyślność ludzi czasem bardzo mnie dobija.
Ktoś mi ostatnio powiedział, że do wystrzałów się nie przyczynia, ale lubi na to patrzeć tym bardziej, że to nie tego kogoś pieniądze lecą w powietrze. W tym całym sylwestrowym zamieszaniu petardowym to jest jeden z dwóch plusów poza względem wizualnym.