17 maja 2016

Ja nie mechanik – pies nie silnik

Długo zastanawiałam się czy poruszyć ten temat. Moje przemyślenia są dosyć rygorystyczne, ale mam nadzieję, że nikogo nimi nie urażę. Z drugiej jednak strony – jeśli choć jeden taki delikwent zrozumie istotę problemu – będę zadowolona. Odkąd mam przyjemność uczyć psy, zgłaszają się do mnie specyficzni klienci pytający o to czy wezmę psa do siebie i go im wyszkolę. Nie pomaga tłumaczenie, sensowne argumenty, wszelkie za oraz przeciw. Zastanawiam się za każdym razem skąd takie pomysły rodzą się w głowach tych osób. Takie postępowanie właścicieli psów mocno mnie irytuje.

Dlaczego nie polecam oddawania psa na szkolenie?

  • Psa uczy szkoleniowiec, a nie właściciel przez co podopieczny może słuchać tylko tego, kto go szkolił.
  • Nie wiemy co dzieje się z naszym psem przez okres szkolenia, w jakich warunkach mieszka, jaką karmę dostaje i ma zapewnioną socjalizację. To, że nam ktoś opowie bajkę w jakich pięknych, wręcz hotelowych warunkach nasz pupil będzie mieszkał nie znaczy, że tak właśnie będzie.
  • Kontakt z psem – jak wiemy – jest ważny na co dzień. Czemu więc ludzie wręcz na siłę chcą oddawać swoje psy pod opiekę osoby zupełnie obcej? Czemu rezygnują z czegoś tak pięknego jak przyjaźń tylko po to aby pozornie uniknąć problemów?
  • Zmiana środowiska jest dla psa niezwykle stresująca – inne miejsce pobytu, zapachy, psy i ich szczekanie. Ludzie nie rozumieją, że pies też się stresuje. Dziwi mnie to, że szkoleniowcy zdają się tego nie rozumieć i godzą się zabierać do siebie czyjeś psy.
  •  „Ja nie mechanik – pies nie silnik” – to moje powiedzenie, które słyszy każdy, kto chce abym wzięła psa do siebie i go wyszkoliła, przepraszam – naprawiła. Nie oddajemy do jasnej anielki samochodu do mechanika, bo zepsuł się silnik tylko żywe, czujące i kochające zwierzę, które ma problem z własnym opiekunem, bo nie oszukujmy się – większość problemów wynika z naszej nie wiedzy a nie winy psa.
  • Praca z psem to dla ludzi wielki kłopot. Lepiej oddać psa do naprawy niż samemu się czegoś nauczyć i poprawić relacje ze swym pupilem. Wszyscy jak jeden (którzy dzwonią i pytają o taki rodzaj szkolenia) chcą mieć problem z głowy. Oddajmy – naprawią – weźmiemy gotowy produkt (do zabawy np. ). Tu nawet nie chodzi o brak czasu, a o brak chęci do pracy i nauki. A to przecież nie ja będę egzystować z tym psem i męczyć się, bo nieodpowiednio go wychowałam. W tym wszystkim żal mi tylko tych czułych i oddanych futrzastych przyjaciół.

Nie krytykuję rzecz jasna psich przedszkoli czy wspólnych wyjazdów z psem organizowanych przez wykwalifikowaną kadrę szkoleniową. Podczas takich spotkań poznacie wiele interesujących osób, spędzicie czas z czworonogiem i przede wszystkim wiele się nauczycie.
Dlatego drogi właścicielu – zabieraj się do pracy ze swoim pupilem pod okiem konkretnego szkoleniowca, który nie zrobi krzywdy Twojemu psu.

20160517_113026

oo? Co to? Będziesz mnie naprawiać?

20160517_113044

chwilka przerwy dla modela

20160517_113217

A po pracy – nagroda 🙂